Debata publiczna na temat zmian klimatycznych od lat zdominowana jest przez apokaliptyczną narrację. W mediach regularnie pojawiają się nagłówki ostrzegające przed zbliżającą się zagładą, głodem czy masową eksterminacją ludzkości z powodu rosnących temperatur. Znany duński statystyk i autor Bjørn Lomborg zwraca jednak uwagę, że rzeczywisty obraz sytuacji wygląda zupełnie inaczej, a alarmizm często przesłania twarde dane empiryczne oraz realny postęp cywilizacyjny.
Śmiertelność z powodu katastrof klimatycznych drastycznie spada
Jednym z najbardziej uporczywych mitów powielanych w debatach ekologicznych jest przekonanie, że ekstremalne zjawiska pogodowe zbierają coraz większe żniwo. Analiza danych historycznych prowadzonych m.in. w ramach baz danych dotyczących katastrof naturalnych pokazuje jednak coś dokładnie przeciwnego. W ciągu ostatniego stulecia liczba zgonów spowodowanych przez powodziowe, sztormowe czy temperaturowe katastrofy klimatyczne spadła o ponad 95-97 procent.
Choć populacja globu wzrosła w tym czasie trzykrotnie, wskaźnik ryzyka śmierci na milion mieszkańców skurczył się z setek przypadków na początku XX wieku do zaledwie ułamka procenta współcześnie. Oznacza to, że dzięki lepszemu rozwojowi gospodarczemu, nowoczesnym systemom ostrzegania przed burzami, infrastrukturze ochronnej oraz ogólnej poprawie zamożności społeczeństw, odporność ludzi na kaprysy natury wzrosła w sposób bezprecedensowy.
Ekstremalne temperatury: dlaczego pomijamy zgony z zimna?
W mediach głośno jest o falach upałów i ich śmiertelnych skutkach w miastach Ameryki Północnej czy Europy. Standardowy przekaz medialny skupia się wyłącznie na zagrożeniach płynących z rosnących słupków rtęci, pomijając fakt, że zimno zabija wielokrotnie więcej ludzi niż ciepło.
Badania epidemiologiczne wykazują, że niskie temperatury wywołują zawały serca, udary mózgu oraz schorzenia układu oddechowego, odpowiadając za znacznie większą śmiertelność na całym świecie — dotyczy to zarówno państw o umiarkowanym klimacie, jak i cieplejszych regionów. Ocieplenie klimatu, choć przynosi niebezpieczne fale upałów, jednocześnie drastycznie redukuje liczbę zgonów spowodowanych falami mrozów. W ogólnym rozrachunku bilans ten sprawia, że zgony wywołane skrajnymi temperaturami mogą w skali globalnej spadać.
Mit żywnościowej apokalipsy
Kolejnym powracającym argumentem katastrofistów jest teza, że zmiany klimatyczne doprowadzą do załamania rolnictwa, gigantycznych niedoborów żywności i głodu na świecie. Przykładowo, doniesienia o rzekomym schyłku upraw kawy czy oliwek z powodu susz w Ameryce Południowej czy basenie Morza Śródziemnego regularnie trafiają na czołówki gazet.
Tymczasem globalna produkcja rolna bije kolejne rekordy, a skorygowane o inflację ceny żywności znajdują się blisko historycznych lows, czyli najniższych poziomów w ujęciu długoterminowym od 1900 roku. Przykładowo, światowa produkcja kawy wzrosła ponad dwukrotnie w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat, a dzięki bankom genów roślin oraz innowacjom rolniczym agronomowie skutecznie wdrażają odmiany odporne na suszę i wyższe temperatury.
Potrzeba proporcji w polityce klimatycznej
Eksperci tacy jak Lomborg nie negują samego faktu występowania zmian klimatycznych wywołanych działalnością człowieka, lecz sprzeciwiają się traktowaniu ich jako jedynego i absolutnego końca świata. Podkreślają, że miliardowe środki publiczne wydawane na nieskuteczne restrykcje mogłyby przynieść znacznie lepsze rezultaty, gdyby skierowano je na walkę z ubóstwem, rozwój edukacji, taniej energii oraz globalną opieke zdrowotną. Innowacje i wzrost gospodarczy pozostają najlepszymi narzędziami adaptacyjnymi, jakimi dysponuje ludzkość.
Źródło: financialpost.com

