Koniec kontrowersyjnej praktyki General Motors
Koncern motoryzacyjny General Motors (GM) zgodził się zapłacić 220 milionów dolarów w ramach ugody z koalicją 36 stanów USA oraz Dystryktem Kolumbii. Sprawa dotyczy wieloletnich zarzutów związanych z nielegalnym gromadzeniem i sprzedażą szczegółowych danych na temat stylu jazdy oraz lokalizacji milionów użytkowników pojazdów tej marki.
Jak działał mechanizm zbierania danych?
W centrum sporu znalazł się program „Smart Driver”, promowany przez GM jako narzędzie pomagające kierowcom w poprawie bezpieczeństwa na drodze. Jak wykazało śledztwo, dane z tego programu – obejmujące m.in. historię prędkości, nagłe hamowania, przyspieszenia czy dane geolokalizacyjne – trafiały do zewnętrznych brokerów danych, a następnie do firm ubezpieczeniowych. Informacje te były przez ubezpieczycieli wykorzystywane do modyfikowania wysokości składek, często bez wiedzy czy wyraźnej zgody właścicieli aut.
Co więcej, śledczy ustalili, że w wielu przypadkach proces rejestracji w programie odbywał się podczas wizyty w salonie dealerskim przy zakupie samochodu. Pod presją bonusów za każdą aktywację usług OnStar, pracownicy salonów mieli w niektórych przypadkach samodzielnie akceptować warunki regulaminu w imieniu klientów, bez ich świadomej zgody.
Istotne zmiany w polityce prywatności
Ugoda kończy postępowanie obejmujące lata 2016–2024. W ramach porozumienia, General Motors musi wprowadzić rygorystyczne zmiany w swojej polityce prywatności, w tym:
- Uzyskiwanie wyraźnej, świadomej zgody klienta przed zbieraniem lub udostępnianiem danych o lokalizacji i stylu jazdy.
- Ograniczenie zakresu zbieranych informacji.
- Poddawanie się regularnym, zewnętrznym audytom bezpieczeństwa danych.
- Wdrożenie obowiązkowych szkoleń dla pracowników salonów dealerskich, aby zapobiec automatycznemu i nieuprawnionemu zapisywaniu kierowców do programów śledzących.
Dlaczego to ważne dla kierowców?
Sprawa ta stanowi istotny punkt zwrotny w dyskusji o prywatności w dobie nowoczesnych, „połączonych” samochodów. Dzisiejsze auta są często określane jako „centra zbierania danych na kołach”. Wyrok ten pokazuje, że producenci nie mogą bezkarnie traktować danych o sposobie jazdy jako dodatkowego źródła dochodu bez pełnej przejrzystości wobec użytkowników. Dla kierowców to sygnał, że ich cyfrowe bezpieczeństwo jest przedmiotem coraz ściślejszej kontroli organów regulacyjnych.
Źródło: Motor1.com


1 Komentarz
Marek
31 października, 2026Warto pamiętać, że podobne praktyki stosują też producenci smartfonów i innych inteligentnych urządzeń codziennego użytku.